niedziela, 17 stycznia 2016

II - 15.

15. Oczywiście.

Dwa tygodnie później.

- Mówiła, że nigdy mnie nie opuści – załkał, wpatrując się w szklankę z trunkiem. – Mówiła, że zawsze będziemy razem. W filmach to zawsze facet ugania się za kobietą, a w naszym przypadku było zupełnie inaczej. To ona ciągle za mną latała, a ja w końcu wpadłem w jej sidła – westchnął. – I po co mi to było? Teraz tylko przez nią cierpię…

- Tego nie dało się przewidzieć – powiedziała brunetka, przecierając kolejną szklankę szmatką. Od kilku dni Harry codziennie pojawiał się w barze, w którym pracowała i za każdym razem upijał się do nieprzytomności. Oczywiście jej to było na rękę, bo dzięki niemu więcej zarabiała, jednak, kiedy zaczął się jej zwierzać jakoś przestało zależeć jej na zarobku i skupiła się bardziej na pomocy, której Harry zdecydowanie potrzebował. – Może już wystarczy? – Zapytała, kiedy zamówił kolejnego drinka. Brunet tylko energicznie pokręcił głową, po czym głośno westchnął.

- Tylko to pozwala mi żyć – odpowiedział, biorąc łyk nowego napoju. Taylor odstawiła ostatnią szklankę na swoje miejsce, zerkając na zegarek. Od dwudziestu minut powinna być już w drodze do domu, niestety bardzo ciężko było pozbyć się Harry’ego. – Chcesz żebym już sobie poszedł? – Zapytał nagle, zwracając na siebie jej uwagę. Uśmiechnęła się nerwowo, przytakując.

- Przepraszam, ale… - Zaczęła. – Już powinnam zamknąć 20 minut temu, poza tym muszę odebrać Henry’ego od mamy – wyjaśniła, szukając kluczy. Harry, który ledwo trzymał się na nogach, wzruszył ramionami nic sobie z tego nie robiąc. – Harry?!

- Nie idę – warknął, kładąc głowę na blacie. – Źle się czuję – dodał po chwili.

- Ja naprawdę muszę już wyjść – westchnęła, próbując pomóc mu wstać. – Harry, współpracuj ze mną! – Warknęła, jedną ręką obejmując go w pasie, aby pomoc utrzymać mu się na nogach.

- Alaska – zaczął, na pół przytomnie. Taylor wciągnęła powietrze, spuszczając wzrok. – Nie mam siły – dodał.

- Harry, stój tu – mruknęła brunetka, ustawiając go przy ścianie. Sama zamknęła drzwi baru na klucz, po czym razem z nieprzytomnym Styles’em udali się w stronę parkingu, gdzie znajdował się jej samochód. Jak na złość z Harry’ego nie udało się wyciągnąć jego adresu, więc nie mając innego pomysłu postanowiła, że brunet spędzi noc w jej domu. Po odebraniu syna od matki, nareszcie byłą w drodze do domu. Podróż zajęła im dobre dwadzieścia minut.

- Jesteśmy – oznajmiła, jednak sama nie wiedziała, komu. Harry był w takim stanie, że pewnie nawet nie wiedział, kim jest, natomiast jej ośmio-miesięczny synek raczej miał to gdzieś. – Mam za dobre serce – westchnęła, kiedy po tym jak zaniosła Henry’ego do domu, wróciła po Styles’a. Z trudem zaciągnęła go do mieszkania, układając go na kanapie. Sama po kilkunastu minutach zasnęła, była wykończona.


---


- Wyniki badań potwierdziły, że to była Alaska – przypomniała jej Lola, biorąc łyk soku pomarańczowego. – Wiem, że trudno ci jest się z tym pogodzić, ale taka niestety jest prawda – dodała, spuszczając wzrok. Od śmierci Alaski minęły już prawie trzy tygodnie, a każdy z nich miał nadal nadzieję, że to tylko pomyłka.

- A co jeśli spotkało ją to samo, co mnie? – Zapytała Sutton, wpatrując się w swoją przyjaciółkę. Sama w to nie wierzyła, ale to było łatwiejsze, niż pogodzenie się ze śmiercią przyjaciółki. – Co jeśli ktoś ją porwał, a…

- Sutton – przerwała jej, wzdychając. – Myślę, że czas już pogodzić się z odejściem Alaski – dodała. – Może powinnaś też porozmawiać z Harrym, co? Zayn nie wie, co ma zrobić, Harry jest w strasznym stanie.

- Dziś muszę iść do Liama – oznajmiła, wstając z miejsca. – Ale może znajdę czas żeby wpaść do Harry’ego – dodała, widząc minę Loli.

- A jak trzyma się Liam?

- Razem z Mią są u jego matki – powiedziała. – Cały czas siedzą w ciszy i nic nie mówią. Liam tymczasowo przeprowadził się do Karen, bo ona ciągle się obwinia i twierdzi, że śmierć Al to jej wina – westchnęła, odrzucając włosy do tyłu. – Muszę zająć się Mią i zobaczyć, co dzieje się w firmie, oni nie mają do tego głowy – mruknęła.

- Firmą?

- Mhm – przytaknęła.

- Myślałam, że Kimberley się tego podjęła?

- Wyjechała do Rzymu – odpowiedziała szybko Sutton. – W interesach – dodała.

- Może już nie wróci – mruknęła pod nosem Lola, lecz Sutton doskonale ją usłyszała. – No, co? To babsko stoi na drodze do twojego szczęścia, nie dziw się, że za nią nie przepadam – dodała.

- Nie mam pojęcia, o czym mówisz – rzuciła wymijająco, pakując telefon i portfel do torebki. – Wrócę późno, nie czeka… Spodziewasz się kogoś? – Zapytała, gdy przerwał jej dzwonek do drzwi.
- Nie – odpowiedziała Lola. – Może to Scott?

- Scott wraca dopiero za dwa dni – oznajmiła Sutton. – No nic, zobaczymy – mruknęła, otwierając drzwi. – Claire? Co ty tu robisz? – Zapytała zaskoczona, widząc swoją siostrę. Nic nie wiedziała o jej przyjeździe.

- Musimy porozmawiać – powiedziała Claire, wchodząc do środka. – I to teraz – dodała.

- Teraz nie mo…

- Sutton, musimy porozmawiać za nim pojawi się tu Scott – wyjaśniła, ukradkiem zerkając na Lolę. – To bardzo ważne – dodała.

- O czym ty mówisz? Scott wraca dopiero za dwa dni!

- Widzę, że nadal nic o nim nie wiesz – mruknęła Claire. – Scott nigdy nie opuścił Londynu – dodała.

- Co?

- Usiądziemy? Mam naprawdę dużo ci do powiedzenia – powiedziała. – To jak?

- Dobrze – zgodziła się. – Lola możesz zadzwonić do Liama i powiedzieć, że się trochę spóźnię? – Poprosiła, podając jej swój telefon. Kiedy jej przyjaciółka opuściła salon, Sutton zwróciła się do swojej siostry. – O czym chciałaś porozmawiać?

- Na początku chciałam cię przeprosić – zaczęła.

- Za co?

- Za co? – Zaśmiała się. – Za wszystko, Sutton. Za to, że jestem okropną siostrą, za to, że choć wiedziałam o Liamie i Mii to nigdy ci o tym nie powiedziałam, za to, że zgodziłam się na te okropne gierki rodziców… Sutton, tak bardzo cię przepraszam – powiedziała cicho, próbując powstrzymać łzy. Sutton była w podobnym stanie. – Nawet nie wiesz jak okropnie się z tym czuję, a tak naprawdę dopiero teraz do mnie dotarło jak bardzo cię skrzywdziliśmy – załkała.

- Claire? Naprawdę nie musisz…

- Błagam, pozwól mi skończyć – przerwała jej. – Bo jeśli nie powiem ci tego teraz, to chyba już nigdy nie zdobędę się na odwagę, żeby wyznać ci całą prawdę – mruknęła, po czym wzięła głęboki wdech. – Wiem, że po tym wszystkim nie mam prawa cię o cokolwiek prosić, ale… Sutton błagam, zostaw Scotta i bądź szczęśliwa z Liam’em – poprosiła, obejmując dłonie Sutton swoimi. – Pewnie zastanawiasz się, co mnie opętało, ale obie dobrze wiemy, że tylko z Liam’em będziesz szczęśliwa – dodała, delikatnie się uśmiechając. – Scott na ciebie nie zasługuje.

- Claire, proszę cię…

- On cię od początku okłamuje! – Podniosła głos, biorąc krok do tyłu. – To zwykły… Zresztą sama zrozumiesz, jaki on jest naprawdę, kiedy usłyszysz…

- Sutton?! – Do mieszkania z hukiem wpadł Scott, ciężko oddychając. Widać było panikę wypisaną na jego twarzy. – Nie słuchaj jej, błagam – poprosił, wpatrując się w swoją narzeczoną.

- Scott zamknij się – warknęła Claire, nie patrząc w jego stronę. – Dziś skończą się twoje oszustwa…

- Czy ktoś może mi wyjaśnić, o co tu chodzi?! – Krzyknęła Sutton, mając już tego wszystkiego powoli dość. – Claire, co chciałaś mi powiedzieć?

- Claire, nie rób tego – warknął Scott. – Daj mi jej to wyjaśnić!

- Wyjaśnić? – Prychnęła Claire. – Co ty chcesz jej wyjaśniać? To, że się ze mną przespałeś? To, że zaszłam w ciążę? Czy może to, że zmusiłeś mnie żebym zabiła własne dziecko? CO, SCOTT? CO CHCESZ JEJ WYJAŚNIAĆ?! – Wrzasnęła, nie mogąc już powstrzymać emocji. Długo to w sobie wszystko dusiła, nadszedł czas na powiedzenie prawdy i przyznanie się do błędów.

- O mój Boże – ciszę przerwała Lola, stojąca z boku. Nawet ona nie spodziewała się tego, co powiedziała Claire, choć o zdradzie wiedziała.

- Jak mogłeś? – Wydusiła z siebie Sutton, nie mogąc do końca uwierzyć w to, co powiedziała jej siostra. – Jak… Nie, jak JA mogłam być tak głupia?! Jak mogłam tego nie widzieć? Boże, jestem żałosna! Jak mogłam nie domyśleć się, że jestem w związku z takim sukinsynem jak ty? Jak mogłeś zrobić to mi? Jak mogłeś zrobić to Claire? Jesteś zwykłym potworem! – Wrzasnęła, z każdym słowem biorąc krok w jego stronę. Kiedy już stanęli twarzą w twarz, ani sekundy nie wahała się żeby mu najzwyczajniej w świecie przywalić. I nie skończyło się tu na jednym policzku. Sutton całą swoją złość i wszystkie frustracje wyładowała na Scott’cie, a on w ogóle się nie bronił. Widocznie zrozumiał, że sobie na to zasłużył.

- Sutton! Sutton przestań już! – Krzyknęła Lola, odciągając przyjaciółkę od chłopaka. – Sutton, uspokój się! Błagam!

- Jak on mógł, Lola?! Jak?! – Wrzasnęła, tym razem zwracając się do przyjaciółki. Była wściekła. Pewnie kilka miesięcy temu, gdyby była w podobnej sytuacji, zalewałaby się teraz łzami, ale z tym już koniec. Nie miała już siły, aby płakać, zdecydowanie za dużo już łez w życiu wylała. Tym razem była tylko wściekłość i chęć zemsty.

- Ją pytasz? – Odezwał się nagle Scott, wycierając zakrwawiony nos. – Przecież ona o wszystkim wiedziała – dodał.

- Zamknij się – warknęła Sutton, głośno oddychając. – Zamknij się! I wynoś się stąd! Już nigdy nie chcę cię widzieć!

- Sutton możemy to…

- Wynoś się! – Wrzasnęła. – Zniknij z mojego życia! Nienawidzę cię, rozumiesz? Jeszcze nigdy nie czułam do nikogo takiej odrazy, jaką czuję do ciebie! Jesteś ohydny! Wynoś się, już! – Krzyczała, wypychając go za drzwi. Miała nadzieję, że zrozumiał i już nigdy nie będzie musiała go oglądać.

- Sutton? – Odezwała się Lola po dłuższej ciszy, widząc jak jej przyjaciółka szykuje się do wyjścia.

- Muszę być sama – odpowiedziała krótko, próbując się uspokoić. – Naprawdę muszę być sama.

- Sutton, przepraszam – powiedziała Lola, spuszczając wzrok.

- Wiem.

- Ja wiedziałam, że oni...

- Wiem – przerwała jej Sutton. – Wiem o tym. Porozmawiamy później, dobrze? Naprawdę muszę teraz zostać sama. Zajmij się Claire, niech tu zostanie – powiedziała, po czym jak najszybciej tylko mogła wyszła z mieszkania. Nie wiedziała, dokąd iść i co ze sobą zrobić. Za dużo tego wszystkiego było, nie dawała już sobie rady. Czym sobie w życiu zasłużyła na to wszystko? Przecież nie była złym człowiekiem, nikomu nie robiła krzywdy, a jednak ciągle spotykało ją coś złego. Sama nie wiedziała, kiedy i jak, ale jakimś cudem znalazła się przed ogromnym domem Payne’ów.

- Mamusia? – Usłyszała głos Mii. Mimowolnie się uśmiechnęła, dopiero teraz pozwalając sobie na kilka łez. – Płaczesz?

- Nie – uśmiechnęła się, przytulając do siebie swoją córeczkę. – Nie płaczę.

- Sutton? – Tym razem był to Liam. – Lola mówiła, że będziesz później – dodał, dokładnie się jej przyglądając.

- Udało mi się wyrwać wcześniej – oznajmiła, spoglądając w jego stronę. – Wybieracie się gdzieś?

- Na spacer do parku – odpowiedziała Mia. – Pójdziesz z nami?

- Ja?

- Mamusia chętnie z nami pójdzie – powiedział Liam. – Prawda?

- Oczywiście – przytaknęła, uśmiechając się. – Chętnie się przejdę – dodała. – Jak się czuje twoja matka? – Zapytała, kiedy byli już w parku.

- Cały czas siedzi w pokoju – odpowiedział.

- A ty? – Zapytała ponownie.

- Bywało lepiej – mruknął. – Ale jakoś daję radę.

- To dobrze – uśmiechnęła się.

- Z Mią też już jest zdecydowanie lepiej – zaczął, wzrokiem podążając za swoją córeczką, która sobie wesoło śpiewała pod nosem. – Powiedziała, że jej ciocia na pewno nie chciałaby żebyśmy byli smutni, więc postanowiła, że od teraz będzie tylko i wyłącznie szczęśliwa – dodał. – I jak sama widzisz, mówiła prawdę.

- Dobrze, że przynajmniej ona się z tym pogodziła – powiedziała cicho Sutton. – Zerwałam zaręczyny – powiedziała nagle. Nie wiedziała, po co powiedziała o tym Liam’owi, ale czuła, że powinna.

- Co?

- Scott mnie zdradził z Claire – wyjaśniła. – Nie pytaj o nic więcej, nie chcę o tym mówić – dodała, widząc jego minę.

- Przykro mi – powiedział, choć cieszył się, że Scott zniknął z życia Sutton. – Kim postanowiła zostać we Włoszech – oznajmił.

- Dlaczego?

- Stwierdziła, że jestem zbyt problemowy, a ona nie lubi się stresować – mruknął. – Poza tym poznała kogoś – dodał.

- Liam, naprawdę mi przy…

- Przestań – przerwał jej. – Ten związek i tak nie miał przyszłości – mruknął.

- Boże nie wierzę, że to wszystko wydarzyło się naprawdę – powiedziała. – Nasze życie to jakaś cholerna telenowela!

- I to nie zbyt dobra – dodał Liam, delikatnie się uśmiechając.

- Zobaczcie! – Nagle przerwał im głos Mii, która biegła w ich stronę z kilkoma kwiatkami, które znalazła w pobliżu. – To dla cioci Alaski! Ładne?

- Śliczne – uśmiechnęła się Sutton.

- Możemy zawieźć je jej dziś? – Zapytała ponownie dziewczynka, zerkając na swojego tatę.

- Oczywiście – zgodził się. – Pojedziesz z nami? – Zapytał Sutton, która przytaknęła.

- Oczywiście.

_______________________________________
Cześć!

Boże co ja tu jeszcze robię?! xD No nic. Jakoś nie dawało mi spokoju to, że nie skończyłam tego opowiadania, więc postanowiłam wrócić (po krótkich wakacjach xD). Nie spodziewajcie się wielu rozdziałów (jeśli ktoś to jeszcze czyta xD), chcę skończyć je jak najszybciej :P Choć będzie ich na 100% więcej niż 20 bo jeszcze coś do wyjaśnienia jest… :P

Toooo…. Czyta ktoś to jeszcze czy nie? J Jeśli tak to HEJ! No a jeśli nie to… I tak je skończę :D

Do następnego;*


Czytasz = komentujesz!

PS: Nie wierzę, że już 2016. 
PS2: Standardowo przepraszam za błędy.